Polityka otwartości

Pobierz książkę w formacie epub Pobierz książkę w formacie pdf

Rozdział Polityka otwartości dotyczy prawa autorskiego, jednak ze względu na szeroką dostępność opracowań na ten temat nie przedstawia i nie wyjaśnia podstawowych pojęć i zasad. Wyzwania związane z praktyką prawa autorskiego w instytucjach kultury i dziedzictwa omawia broszura Otwartość w publicznych instytucjach kultury (Gdańsk 2011). Skorzystać można także z innych darmowych publikacji: ¶1

Polecane publikacje
Prawo autorskie w edukacji: jak unikać naruszeń?
Krótki kurs własności intelektualnej
Domena publiczna w instytucjach dziedzictwa. Instrukcja
Ponowne wykorzystanie informacji sektora publicznego na przykładzie bibliotek z odniesieniami do działalności muzeów i archiwów (2011)
Ponowne wykorzystywanie informacji publicznej – nowe wyzwanie dla instytucji kultury (2014)

W kierunku wolnych zasobów

Prawo autorskie to zestaw reguł, które określają zasady ochrony utworów i możliwości ich ponownego wykorzystania. Reguły te obowiązują automatycznie, to znaczy bez konieczności podpisywania jakichkolwiek oświadczeń, i dotyczą także informacji i zbiorów tworzonych, pozyskiwanych, przetwarzanych i udostępnianych przez instytucje kultury, bez względu na ich wartość oraz postać. Prawo autorskie znacznie ogranicza możliwość swobodnego wykorzystywania tych zasobów, ponieważ jego naczelną ideą jest ochrona twórcy i gwarantowanie mu monopolu na korzystanie ze swojego utworu. Oznacza to konieczność uzyskiwania rozmaitych zgód, zezwoleń i licencji, przynajmniej do czasu, kiedy utwory wejdą do domeny publicznej, najczęściej 70 pełnych lat po śmierci twórcy lub roku powstania utworu. ¶2

Trzydziestu nauczycielom i nauczycielkom z pięciu europejskich krajów, którzy wzięli udział w badaniu prowadzonym od listopada 2016 do stycznia 2017 roku, zadano pytania o ich rozumienie prawa autorskiego, stosunek do niego oraz o jego znaczenie w codziennej pracy w szkole. W efekcie w raporcie z badania (Twórca, buntownik, strażnik, nieświadomy użytkownik. Nauczyciele i nowoczesne praktyki edukacyjne) znalazł się dość ciekawy fragment: ¶3

O ile większość badanych przyznaje, że szanuje pojęcie prawa autorskiego i stara się przestrzegać jego zasad w codziennej pracy, o tyle jako wyjątek od tej reguły wymieniają sytuację, kiedy brak jest dostępu do darmowych materiałów dobrej jakości. Tak to ujmuje jeden badany: „Pierwszy będę bronił praw autorskich, edukował o tym uczniów, szkolił innych nauczycieli, zwracał uwagę rodzicom. Problem jest jednak taki, że nie wszystko znajdę w otwartych zasobach, nie zawsze znajdę »opensource’owe« aplikacje odpowiadające jakością tym komercyjnym. Ostatecznie cierpią na tym uczniowie, bo zmniejsza mi się pula możliwości zastosowania [tych materiałów]”. Niektórzy nauczyciele przyznają, że kiedy stają przed wyborem: dobro ucznia czy dobro jakiegoś wydawnictwa, wybierają to pierwsze i są skłonni złamać prawo autorskie, aby przekazać uczniom odpowiednią wiedzę. (s. 12) ¶4

Jeśli pominąć frazę „większość badanych”, która dla grupy 30 osób nie ma zbyt dużego znaczenia, cytat ilustruje dość poważny błąd systemowy, a może nawet dwa. Pierwszy, polegający na tym, że dostęp do dobrej jakości zasobów edukacyjnych wymaga łamania prawa autorskiego, a drugi, mniej widoczny, ale podnoszony w dalszej części raportu – że część nauczycieli i nauczycielek nie jest świadoma, że ucząc w szkołach, posiadają pewne prawa do legalnego korzystania z chronionych utworów (tak zwany dozwolony użytek). Z pewnością korzystanie w szkole z dobrej jakości zasobów edukacyjnych i źródłowych byłoby łatwiejsze i wygodniejsze, gdyby były one dostępne na bardziej liberalnych zasadach niż twarde „Wszystkie prawa zastrzeżone”. ¶5

Oczywiście instytucje kultury nie udostępniają jedynie szkolnych materiałów edukacyjnych. Mogą przecież także: ¶6

  • udostępniać cyfrowe zbiory źródłowe;
  • udostępniać dane o tych zbiorach;
  • publikować indeksy, zestawienia, raporty;
  • wydawać książki, broszury, albumy;
  • tworzyć i udostępniać bazy danych;
  • tworzyć (zamawiać) oprogramowanie;
  • publikować aktualności, recenzje, komentarze (także w mediach społecznościowych);
  • publikować treści dokumentujące wydarzenia i projekty;
  • organizować koncerty, przedstawienia.

Wszystkie te efekty działalności instytucji kultury mogą (ale nie muszą) być chronione prawem autorskim, które sprawia, że swobodne korzystanie z nich jest bardzo utrudnione lub niemożliwe. Często tak właśnie powinno być – trudno przecież wyobrazić sobie sytuację, w której instytucja kultury organizująca koncert światowej gwiazdy miałaby zezwolić na jego swobodne nagrywanie i rozpowszechnianie, także wbrew woli samego muzyka, skrępowanego kontraktami z wydawcą płyt. Czym innym już jednak byłoby ściganie tych wszystkich, którzy niezgodnie z prawem upowszechnili fragmenty amatorskich nagrań z koncertu na YouTube. Jednak poza takimi jednoznacznymi sytuacjami bardzo często może pojawić się pokusa zamykania własnych zasobów w imię ochrony czegoś w rodzaju „kapitału” instytucji. Problem w tym, że prawno-autorskie zamykanie zasobów bardzo często uniemożliwia już nie tyle ich dalsze wykorzystywanie, co w ogóle skorzystanie z nich na podstawowym poziomie. ¶7

Przykładem pierwszym z brzegu mogą być fotografie oznaczone znakiem wodnym w sposób, który nie pozwala na zapoznanie się z pełną treścią zdjęcia. Innym, mniej oczywistym przykładem, będzie stworzenie z tekstu broszury audiobooka dla osób niewidzących i niezależne rozpowszechnienie go wśród zainteresowanych. Jeszcze mniej oczywiste mogą być bariery w legalnym przetwarzaniu i eksploracji danych o zbiorach (data mining). Ostatecznie też nigdy nie wiemy, jakie są granice kreatywności przy wykorzystywaniu zasobów i danych dostępnych online, tak jak trudno nam przy tym jednoznacznie przyjąć, że wszystkie one będą dobre i właściwe. ¶8

Opieranie całej polityki instytucji wyłącznie na twardym zastrzeganiu wszystkich praw autorskich może być racjonalne z punktu widzenia instytucji, ale z punktu widzenia jej potencjalnych i aktywnych użytkowników jest już zawsze mniej lub bardziej kłopotliwym wyzwaniem. Nauczyciel, który może nie być pewien legalności wykorzystania fotografii obiektów z muzeum cyfrowego i tak ostatecznie pewnie zaprezentuje je uczniom, bo i tak wszystko odbędzie się w zamkniętej przestrzeni klasy. Zrobi tak zresztą każdy, kto anonimowo lub w jakimś ograniczonym zakresie będzie chciał zasoby wykorzystać i przetworzyć. Jednak wszystkie inne, publiczne i realizowane online, projekty i działania będą dla ich twórców ryzykowne, jeśli zdecydują się na korzystanie z zamkniętych copyrightem zasobów. ¶9

Niektórzy jednak będą chcieli podjąć to ryzyko, zakładając – pewnie nie bez racji – że szczególnie małe instytucje nie będą za wszelką cenę bronić swoich praw autorskich i nie zdecydują się na żadne działania zmierzające do egzekwowania zakazów, którymi obłożyły publikowane przez siebie w Internecie treści. Wszelkie formułki mówiące o zastrzeganiu praw i nielegalnym kopiowaniu pozostaną martwe, a „kapitału”, który miałyby chronić, tak naprawdę wcale nie będzie. ¶10

Inni jeszcze, wiedząc, że nie mogą liczyć na swobodę korzystania z dobrej jakości oryginalnych zasobów instytucji, poszukają ich odpowiedników gdzie indziej. To omawiany szeroko w branży instytucji dziedzictwa przypadek „żółtej” Mleczarki, zdiagnozowany przez pracowników Rijksmuseum w Amsterdamie. W pewnym momencie zorientowali się oni, że w wyszukiwarce Google Image Search dostępnych jest około 10 tysięcy plików z rozmaitymi wersjami reprodukcji cyfrowej słynnego dzieła Jana Vermeera. Zdecydowana większość tych amatorskich, nieformalnych reprodukcji i zdjęć była fatalnej jakości (stąd „żółta” Mleczarka). Muzeum uznało, że dopiero udostępnienie dobrej jakości pliku z profesjonalną reprodukcją cyfrową dzieła oraz uwolnienie go od wszystkich ograniczeń wynikających z prawa autorskiego – zgodnie z ideą domeny publicznej – pozwoli na ograniczenie rozpowszechniania kopii przekłamujących oryginalne barwy obrazu. ¶11

Niekiedy zamknięcie instytucji na politykę alternatywną wobec „Wszelkich praw zastrzeżonych” powoduje również brak dostępu do programów grantowych lub dużych inicjatyw agregujących rozproszone zasoby kultury w Internecie. ¶12

Ostatecznie też – co nie znaczy, że na ostatnim miejscu pod względem wagi – na rzecz stosowania liberalnych zasad wykorzystywania udostępnianych zbiorów przemawiają kwestie etyczne. Instytucje kultury i dziedzictwa to instytucje publiczne, finansowane z podatków; w zakresie udostępniania zbiorów, edukacji czy badań powinny być z tego powodu wyłączone z logiki rynku, zysku i kapitału. Zeskanowane starodruki, fotografie sprzed II wojny światowej, różnorodne zbiory domeny publicznej nie są kapitałem – jeśli to jakakolwiek własność, to każdy ma do niej prawo. Internet, dzięki udostępnianiu kopii cyfrowych, pozwala w prosty i powszechny sposób to prawo realizować, na dodatek bez szkody dla zbiorów, bezpiecznie przechowywanych w archiwach i bibliotekach. ¶13

Te instytucje, które zdecydowały się na wdrażanie polityki otwartości, mogą nie tylko zdobyć wsparcie od szerokiego środowiska, ale też wejść w przestrzeń, która ułatwić im może upowszechnianie i ponowne wykorzystanie zbiorów. ¶14

Standard Otwartej Instytucji Kultury (OpenGLAM)

W polskim raporcie z badania OpenGLAM Benchmark Survey (2015) pojawiły się takie wypowiedzi: ¶15

nikt nie wie, co to jest OpenGLAM, nie za bardzo wiadomo, o co chodzi, nikt nie wie, że to istnieje, nie wie 70–80 procent społeczeństwa, nie wiedzą nauczyciele, nie wiedzą bibliotekarze; ja nie wiem, co to znaczy, moje koleżanki z pokoju nie znały; nigdy się nie zetknęłam, nie słyszałam; w zeszłym roku dopiero usłyszałam; przyznaję, już to sformułowanie słyszałem wielokrotnie; zetknęłam się z tą nazwą, ale przyznam, że nie potrafię jej szczegółowo objaśnić; być może wiem, ale nie do końca, się musiałem chwilę zastanowić nad tym skrótem; nie wiem, czy to nie jest skrót jakiś za bardzo brawurowy, śmieszna, komiczna nazwa. (s. 28) ¶16

Z pewnością da się skutecznie otwierać instytucję kultury bez znajomości pojęcia OpenGLAM, a nawet świadomie je ignorując jako słowo obce, niezrozumiałe i być może wcale niepotrzebne. Ale nie da się być na bieżąco z tym, co dzieje się na świecie wśród instytucji kultury eksperymentujących z otwartymi modelami udostępniania swoich zasobów bez posługiwania się tym skrótem: wystarczy wpisać go w wyszukiwarkę, żeby zobaczyć, jak wiele się pisze otwartości z jego wykorzystaniem. Okazuje się wówczas, że OpenGLAM to po prostu użyteczna (i może nieco zabawna) zbitka, oznaczająca otwarte (Open) instytucje kultury: galerie (galleries), biblioteki (libraries), archiwa (archives), muzea (museums). Dzięki OpenGLAM da się zamknąć sektor kultury i dziedzictwa w jednym pojęciu, przy czym będzie ono zawsze dość ogólne, skoro łączy ze sobą tak różne instytucje, które w Polsce działają nawet na podstawie zupełnie różnych przepisów. ¶17

Środowisko instytucji, organizacji pozarządowych oraz ekspertów i ekspertek zainteresowanych wdrażaniem i działaniem otwartych modeli działalności instytucji kultury wypracowało ogólny standard, który może być wzorem do przygotowania własnych rozwiązań w zakresie prawa autorskiego i wolności wykorzystania zbiorów. Jego aktualna wersja pochodzi z 2016 roku i nakłada na instytucje kilka głównych wymagań, które nie mają statusu formalnej normy, ale są raczej pozytywnym zaleceniem dla instytucji sektora: ¶18

Zasada Efekt
Informacje o zbiorach (metadane) muszą być wolne od ograniczeń prawa autorskiego, najlepiej przeniesione do domeny publicznej pozwala to w swobodny sposób agregować i przetwarzać te dane oraz poddawać je analizie; bez otwartych metadanych nie mogłyby funkcjonować takie projekty, jak polska Federacja Bibliotek Cyfrowych czy Europeana
Cyfrowe wizerunki (kopie) utworów z domeny publicznej powinny być udostępniane bez żadnych ograniczeń prawno-autorskich gwarantuje to zachowanie społecznego prawa do swobody korzystania z domeny publicznej
Informacje o zbiorach muszą być udostępniane w standardowych formatach wraz z czytelną informacją o wymaganiach związanych z ich ponownym wykorzystaniem ułatwia to pozyskiwanie i przetwarzanie tych danych oraz realizowanie i upublicznianie bazujących na nich projektów
Należy wykorzystywać nowe możliwości angażowania użytkowników w wykorzystywanie i twórcze przetwarzanie udostępnianych zasobów zwiększa to zasięg wykorzystania zbiorów

Warto zwrócić uwagę, że standard ten mówi przede wszystkim o danych i zbiorach z domeny publicznej, a więc pozbawionych ograniczeń prawa autorskiego. Zasady te w żaden sposób nie wskazują, z jakich rozwiązań licencyjnych należy skorzystać przy udostępnianiu zbiorów objętych wciąż copyrightem. Idealna byłaby oczywiście sytuacja, gdzie – jak czytamy w polskim tłumaczeniu standardu: ¶19

Dane lub treści są otwarte, jeżeli nie ma ograniczeń, aby każdy mógł je używać, wykorzystywać ponownie i rozpowszechniać – ewentualnie z wymogiem przywołania autora i/lub udostępnianiem dalej utworów zależnych na takich samych zasadach, co oryginał. ¶20

W praktyce oznacza to zazwyczaj korzystanie z dwóch wolnych licencji systemu Creative Commons lub oznaczeń domeny publicznej – więcej na ten temat znaleźć można w opracowaniach przytoczonych na początku rozdziału. ¶21

Standard OpenGLAM bierze pod uwagę nowe metody korzystania ze zbiorów cyfrowych: maszynowe sczytywanie i przetwarzanie danych oraz plików, pozwalające na skorzystanie z nowych rozwiązań przy eksplorowaniu kolekcji, wizualizacja ich zawartości czy masowa edycja. W tym sensie trudno mówić o nowoczesnej instytucji kultury bez wdrożonej racjonalnej polityki otwartości, ponieważ jej brak sprawia, że nawet jeśli jest możliwe stosowanie nowych metod, to jest ono ryzykowne pod względem zgodności z zasadami prawa autorskiego. Praca z danymi nie jest łatwa, a niepewność co do legalności ich wykorzystania może spowodować, że tak udostępniane zasoby nie będą w ogóle wykorzystywane. ¶22

Kiedy w połowie marca 2017 roku w Monachium odbywał się międzynarodowy hackathon „Coding Dürer”, którego celem było zaprojektowanie i wykonanie prototypów cyfrowych projektów z historii sztuki i informacji naukowej, jedna z grup (Tracing Picasso) postanowiła popracować nad wizualizacjami międzynarodowego obiegu dzieł Picassa. Dzięki wizualizacjom danych, pozyskanych z muzeów cyfrowych, spodziewano się znaleźć nowe tropy do interpretowania zmieniającej się popularności określonych prac tego artysty. W podsumowaniu projektu jego autorzy i autorki przyznali wprost: ¶23

Zestawy danych z amerykańskich muzeów są bardzo bogate, dlatego też, aby móc je zbadać, postanowiliśmy przygotować kilka rodzajów wizualizacji. Dane z muzeów europejskich (szczególnie z Hiszpanii i Francji) nie są tak łatwo dostępne (accessible), także do ponownego wykorzystania (reusable). Nakład pracy niezbędnej do pozyskania danych z europejskich muzeów, wraz z kwestiami praw autorskich, miał ogromny wpływ na wyniki, które prezentujemy dzisiaj. ¶24

W raporcie Europeany The Problem of the Yellow Milkmaid. A Business Model Perspective on Open Metadata (2011), poświęconym wspomnianemu już Syndromowi Żółtej Mleczarki i zachęcającym do upowszechniania zbiorów i danych na wolnych zasadach, znalazło się bezpośrednie odwołanie do misyjności instytucji kultury: ¶25

Otwieranie danych powinno być widziane jako ważny element odpowiedzialności publicznego sektora kultury. Zamiast mierzyć sukces ilością komercyjnych zysków, które instytucje mogą zabezpieczyć na rynku, powinny zostać wypracowane nowe metryki, pozwalające na zmierzenie liczby projektów biznesowych, działających w oparciu o otwarte dane udostępnione sektorowi kreatywnemu. Wymaga to zmiany w metodach ewaluacji [działalności instytucji kultury] na poziomie strategii. (s. 4) ¶26

Jak widać, otwieranie danych i zasobów instytucji ma mieć też określony efekt rynkowy. Taki punkt widzenia wpisuje się w szeroki nurt twierdzeń o komercyjnym potencjale kultury i dziedzictwa, twierdzeń obecnych także na poziomie politycznym. W 2011 roku wiceprzewodnicząca i komisarz komisji UE ds. agendy cyfrowej, Neelie Kroes, apelowała do sektora kultury: ¶27

Wzywam instytucje kultury do otwarcia kontroli nad ich danymi… jest wspaniała okazja, aby pokazać, jak zasoby kultury mogą przyczyniać się do innowacji, jak kultura może stać się inspiracją nowych projektów (developments). Muzea, archiwa i biblioteki nie powinny tego przegapić (Culture and Open Data: How Can Museums Get the Best from their Digital Assets, 2011). ¶28

Trudno jednak oczekiwać, żeby to akurat argumenty odwołujące się do potrzeb sektora kreatywnego były najważniejsze w podejmowaniu nieraz trudnych decyzji o wdrażaniu w instytucjach polityki otwartych/wolnych zasobów i danych. Należy jednak mieć świadomość, że realizacja takiej polityki prowadzi do sytuacji, w której treści i informacje udostępniane przez instytucję mogą być swobodnie wykorzystywane także w celach czysto komercyjnych, bez uzyskiwania jakichkolwiek zgód i nawet bez informowania instytucji o takim wykorzystaniu. ¶29

Blokowanie wykorzystania komercyjnego

Badania przeprowadzone wśród polskich instytucji w ramach inicjatywy OpenGLAM Benchmark Survey wskazują, że akceptacja dla nieodpłatnego udostępniania w Internecie zbiorów do komercyjnego wykorzystania jest większa wśród archiwów i muzeów niż bibliotek. Z drugiej strony, 80 procent badanych instytucji wskazuje, że „bardzo ważne i ważne” jest – przy udostępnianiu zbiorów – wprowadzenie zasady wykorzystania ich bez modyfikacji. Widać tu wyraźne niezrozumienie idei wolnych zasobów kultury – zgoda na wykorzystanie komercyjne to wciąż zbyt mało i jej pełną realizacją jest dopiero prawo do swobodnego przetwarzania zasobów również do celów komercyjnych. Także dlatego, że mamy problem z jasnym zdefiniowaniem, czym jest cel komercyjny. ¶30

Koalicja Otwartej Edukacji, nieformalne zrzeszenie instytucji i organizacji pozarządowych działających na rzecz większej dostępności zasobów edukacyjnych w Internecie, przygotowała specjalną broszurę pokazującą wady ograniczania komercyjnego wykorzystania utworów. W systemie licencji Creative Commons dostępne są licencje z warunkiem NC (Non Commercial), blokujące taką możliwość. Nie zawsze jednak stosowanie takich licencji jest racjonalnym wyborem dla instytucji, której zależy na wysokiej dostępności jej zbiorów. W broszurze Creative Commons: konsekwencje blokowania użycia komercyjnego (2011) czytamy: ¶31

Słysząc o użyciu komercyjnym, często myślisz o międzynarodowych firmach, takich jak Microsoft czy Shell, o obrocie akcjami, szybkich zyskach i spekulacji. Termin „wykorzystanie komercyjne” nie niesie ze sobą jakiegokolwiek moralnego sądu dotyczącego prowadzenia interesów przez instytucje czy osoby, których dotyczy to sformułowanie, a stwierdza jedynie, że uzyskują one pewną handlową korzyść i być może starają się uzyskać wynagrodzenie pieniężne. A to przecież jest konieczne dla każdego, kto nie jest w pełni finansowany ze środków publicznych bądź z prywatnych datków. Jeżeli firma wykorzystuje czyjś obraz lub tekst na własnej stronie internetowej, jest to ewidentnie użycie komercyjne. Podobnie jeśli obraz pojawia się w książce wydanej przez wydawnictwo, niezależnie od tego, czy autor otrzymuje wynagrodzenie, czy też sam musi zapłacić drukarni, aby publikacja mogła się ukazać. W każdym przypadku wydawnictwo działa z pobudek komercyjnych (s. 4). ¶32

Ostatecznie problemy z rozpoznaniem, czy konkretny sposób wykorzystania utworu ma jeszcze cechy niekomercyjne, czy jest już komercyjny, prowadzą do tego, że przynajmniej część użytkowników będzie rezygnować z korzystania z utworu w ogóle. Zrobią to nawet, jeśli okazać by się miało, że z powodzeniem mogliby wypełnić założenia wykorzystania niekomercyjnego. Nie wszyscy mogą pozwolić sobie na ryzyko takiej niepewności. ¶33

Współpraca z Wikipedią (GLAM-Wiki)

W marcu 2017 roku najpopularniejszą stroną w polskiej części Webu było Google.pl – odwiedziło ją 96 procent z ponad 27 milionów polskich użytkowników Internetu. Wśród najczęściej odwiedzanych stron jedyną stroną o niekomercyjnym charakterze, niepublikującą reklam i niepobierającą opłat za dostęp oraz mającą wiedzowy charakter jest Wikipedia (miejsce 11 z 20 w zestawieniu firmy Gemius). W badanym miesiącu serwis Wikipedii odwiedziło ponad 15 milionów polskich użytkowników, czyli ponad połowa populacji korzystającej w naszym kraju z Internetu. Oczywiście można różnie interpretować te dane i nie dla każdego będą one dowodem na sukces oddolnego, społecznościowego modelu opracowywania i udostępniania wiedzy. Jednak nawet jeśli z różnych powodów nie lubi się Wikipedii, trudno ignorować jej obecność w codziennych praktykach informacyjnych milionów ludzi. Natomiast z jakichś powodów niektóre instytucje kultury trzymają się z daleka od Wikipedii, równocześnie bardzo mocno (także finansowo) angażując się w działania na Facebooku. Promocja własnej działalności i upowszechnianie zbiorów w skrajnie komercyjnej i kontrolowanej centralnie przestrzeni tego medium wydaje się im bardziej oczywista niż współpraca ze społecznością otwartego i niekomercyjnego serwisu wiedzowego, z którego miesięcznie korzysta więcej niż połowa polskich użytkowników Sieci. ¶34

Czy nie jest tak, że stereotyp złej jakości treści dostępnych w Wikipedii wydaje się tak silny, że instytucje chcą trzymać się z dala od takiego serwisu? A może problem leży w niewiedzy lub obawach o to, czy możliwe jest w ogóle kontrolowanie „własnych treści” upublicznianych w przestrzeni Wikipedii? W każdym razie, dotychczasowe doświadczenia sektora kultury i dziedzictwa we współpracy ze środowiskiem Wikipedii i jej siostrzanych projektów da się ocenić raczej pozytywnie. Na oficjalnej stronie programu GLAM-Wiki dostępny jest zestaw kilkudziesięciu studiów przypadku współpracy bibliotek, muzeów, galerii i archiwów z Wikipedią. Niestety brakuje tam informacji o polskich instytucjach zaangażowanych w działania tego typu – tych od 2013 jest dwanaście: Muzeum Narodowe w Warszawie, Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, Senat Rzeczypospolitej Polskiej, Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku, Archiwum Państwowe w Poznaniu, Archiwum Główne Akt Dawnych, Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie, Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM, Archiwum Państwowe w Łodzi, Europejskie Centrum Solidarności, Małopolski Instytut Kultury, Instytut Józefa Piłsudskiego w Ameryce. ¶35

Współpraca instytucji kultury ze społecznością Wikipedii może przyjmować różne formy, zawsze jednak instytucja jest w niej źródłem merytorycznej, specjalistycznej wiedzy oraz dobrej jakości zasobów, a wikipedyści i wikipedystki – osobami dzielącymi się swoimi doświadczeniami w zakresie pracy z Wikipedią i jej siostrzanymi projektami. Lista pomysłów na współpracę zawiera nie tylko proste republikowanie zbiorów, ale także bezpośrednie spotkania i warsztaty: ¶36

  • udostępnianie zbiorów w repozytorium Wikimedia Commons;
  • warsztaty edycyjne, podczas których wspólnie z pracownikami merytorycznymi opracowuje się hasła związane z profilem instytucji;
  • warsztaty fotograficzne, podczas których dokumentuje się ekspozycję z wykorzystaniem wiedzy pracowników merytorycznych;
  • włączanie Wikipedii do działań edukacyjnych oferowanych przez instytucję;
  • praca rezydenta lub rezydentki, której zadaniem jest wdrożenie zespołu instytucji w efektywne upowszechnianie zbiorów i wiedzy w Wikipedii;
  • udostępnianie danych o zbiorach w serwisie Wikidane (Wikidata).

Wikipedia i wszystkie związane z nią projekty, takie jak Wikiźródła czy Wikimedia Commons, w odniesieniu do prawa autorskiego funkcjonują na niezbywalnej zasadzie, że wszystkie dostępne tam treści i dane są wolne/otwarte, a więc każdy może je wykorzystywać, także do celów komercyjnych. Instytucje chcące współpracować z Wikipedią muszą respektować tę zasadę. Tak więc zasoby, które instytucja planuje tam udostępniać lub które miałyby uzupełniać treści haseł, muszą być również wolne. Stowarzyszenie Wikimedia Polska, które koordynuje program GLAM-Wiki w naszym kraju, na podstawowym poziomie wspiera instytucje przy rozpoznaniu statusu prawno-autorskiego zbiorów przeznaczonych do umieszczenia w Wikipedii oraz organizuje bezpłatne warsztaty i szkolenia dla ich pracowników i pracownic. ¶37

Muzeum Narodowe w Warszawie już w 2015 roku zaczęło pracować z Wikipedią, udostępniając w repozytorium Wikimedia Commons cyfrowe reprodukcje dzieł związanych z wystawą Mistrzowie pastelu. Od Marteau do Witkacego. Rok później osią współpracy były zbiory Galerii Faras im. Profesora Kazimierza Michałowskiego – od kwietnia do września publikowano na Commons cyfrowe wizerunki obiektów z wykopalisk na granicy sudańsko-egipskiej. Powstały również nowe hasła wikipedystyczne, a cały projekt podsumowała w październiku 2016 roku konferencja Muzeum Cyfrowe: zbiory online, strategie cyfrowe, otwarte projekty. Warto dodać, że współpracę z Wikipedią koordynowała w tym muzeum specjalnie zatrudniona do tego celu rezydentka. ¶38

Zaangażowanie Muzeum Narodowego w udostępnianie zbiorów w Wikipedii opłaciło się. Analiza danych za ostatnie miesiące 2016 roku (już po zakończeniu projektu Faras) pokazała, że hasła wikipedystyczne zawierające w treści skany i fotografie obiektów z muzeum uzyskały bardzo dużą oglądalność, wielokrotnie przewyższającą oglądalność muzeum cyfrowego MNW, gdzie oryginalnie udostępniane są wszystkie zbiory cyfrowe z jego zasobów: ¶39

Odsłony Październik 2016 Listopad 2016 Grudzień 2016
Odsłony (Wikipedia) 3517975 3208680 3020337
Odsłony muzeum cyfrowego (analityka dMuseion) 434191 455789 405628
Odsłony muzeum cyfrowego (Google Analytics) 63539 75250 60727
Wizyty na miejscu 26145 22661 20426

Przewaga odsłon na Wikipedii nad odsłonami obiektów na stronach muzeum cyfrowego jest tym większa, że w Wikipedii udostępniono jedynie nieco ponad 650 obiektów, a na stronach muzeum do końca 2016 roku znajdowało się ponad 30 tysięcy reprodukcji cyfrowych. ¶40

Pozytywne efekty zasięgowe dokumentują także inne studia przypadku: ¶41

  • tylko jedno hasło przygotowane we współpracy z Biblioteką Brytyjską o ewangeliarzu św. Kutberta wygenerowało 40 tysięcy odsłon jednego dnia po ukazaniu się na stronie głównej anglojęzycznej Wikipedii, a następnie oglądane było średnio 20 tysięcy razy rocznie;
  • zbiory biblioteki Thomasa J. Watsona z nowojorskiego Metropolitan Museum of Art, promowane w 2009 roku na Wikipedii poprzez dodawanie linków pod starannie wybranymi hasłami, generują dziś ponad 50 procent ruchu na stronie udostępniającego je muzeum; w ciągu 30 dni od umieszczenia linków w hasłach oglądalność strony skoczyła do prawie 15 tysięcy odsłon – w porównaniu z niecałymi 5 tysiącami w tym samym miesiącu rok wcześniej;
  • udostępnienie na Wikimedia Commons 100 tysięcy fotografii historycznych przez Niemieckie Archiwum Federalne (Bundesarchiv) doprowadziło przez trzy lata (2008–2010) do wzrostu przychodów ze sprzedaży cyfrowych kopii produkcyjnych o prawie 200 procent.

Naturalnie ewaluacja efektów współpracy z Wikipedią, jeśli opierać się ma także na danych analityki webowej, natrafia na te same ograniczenia, co ocena każdego innego projektu cyfrowego. Dużą wadą analityki projektów wikipedystycznych jest dostępność jedynie danych o odsłonach oraz niepełna przystawalność metod ich generowania z metodami stosowanymi w popularnych narzędziach analitycznych, takich jak Google Analytics czy Piwik. Także wciąż wiedza o tym, że jakiś obiekt z udostępnionej na Wikimedia Commons kolekcji uzyskał wysoką oglądalność, nie mówi nam o tym, dlaczego tak się stało, jakie były motywacje użytkowników i czy i w jaki sposób został ponownie wykorzystany (republikowany, zacytowany itp.). Natomiast dużą zaletą Wikipedii jest praktyka udostępniania pełnych zrzutów baz danych ze wszystkich projektów, łącznie z danymi o odsłonach czy wykorzystaniu poszczególnych plików w hasłach. Skorzystać można także z następujących narzędzi: ¶42

  • Quarry – interfejs do zadawania pytań bazom danych serwisów Wikimediów z wykorzystaniem języka SQL
  • interfejsy programistyczne (API) dla projektów Wikimediów: klasyczny oraz w przejrzystym modelu REST
  • BaGLAMa 2 – statystyki odsłon haseł wikipedystycznych zawierających pliki z określonych kategorii Wikimedia Commons
  • GLAMorous – informacje o wykorzystaniu plików z kategorii Commons w hasłach Wikipedii i innych projektach Wikimediów
  • wyszukiwarka linków zewnętrznych, pozwalająca na sprawdzenie liczby odwołań do strony instytucji opublikowanych w hasłach Wikipedii
  • przejrzysty interfejs do wizualizacji liczby odsłon, edycji i edytorów wybranych haseł wikipedystycznych, zawierający filtr dla ruchu mobilnego oraz botów i pająków internetowych

Użyteczna komunikacja praw

Warto, aby opracowanie przez instytucję racjonalnych pod względem prawa autorskiego i oczekiwań użytkowników zasad udostępniania zbiorów i danych uzupełnione było odpowiednio czytelną komunikacją tych zasad. Instytucje, które udostępniają zbiory z wykorzystaniem rozmaitych schematów metadanych, mogą umieszczać informacje o prawach do wykorzystania w odpowiednich polach. Niestety nie gwarantuje to wcale, że informacje te zostaną poprawnie zrozumiane przez użytkowników. Skoro nawet w środowisku prawniczym wciąż nie ustalono jednej obowiązującej definicji domeny publicznej, jak można oczekiwać, że pojęcie to będzie czytelne dla osób bez wykształcenia prawniczego, które po prostu będą chciały wykorzystać znalezione na stronie instytucji materiały. ¶43

Niestety również często bywa tak, że informacje o prawach wpisywane są do metadanych błędnie lub podane zasady są zupełnie nielogiczne wobec tego, czy i jak udostępnia się obiekt. Jaki sens ma informowanie, że publikacja dostępna jest na jakiejkolwiek z licencji Creative Commons, jeśli można ją przejrzeć jedynie na miejscu w czytelni? Z drugiej strony, zupełnie zbędne jest nakładanie tych licencji na zbiory z domeny publicznej, ponieważ zafałszowuje to rzeczywiste uprawnienia użytkowników i nakłada na nich obowiązki wynikające z licencji CC, które nie są zapisane w statusie domeny publicznej. Innym często dostrzegalnym błędem jest odwoływanie się do jakiejś nieistniejącej, ogólnej licencji Creative Commons. Informacje o podobnych błędach oraz pomoc w ich unikaniu znaleźć można w publikacjach na temat prawa autorskiego, wspomnianych na początku tego rozdziału. ¶44

Prawidłowo oznaczony status prawno-autorski powinien być też dobrze komunikowany. Z tego powodu system Creative Commons udostępnia prosty w użyciu formularz do generowania opisów licencyjnych, do których dołączyć można niewielką ikonkę ze skrótem nazwy licencji. Podobnie zrobić można z informacjami o statusie domeny publicznej. Jednak wciąż trudno uznać, że informacje typu: „Ten obiekt dostępny jest na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa – na tych samych warunkach 4.0” są rzeczywiście użyteczne dla większości odbiorców. Z tego powodu warto rozważyć wykorzystanie dodatkowych narzędzi do oznaczania praw. ¶45

RightsStatements.org to wspólna inicjatywa Europeany i DPLA (Digital Library of America), mająca pomóc instytucjom udostępniającym zbiory dziedzictwa w oznaczaniu statusu publikowanych obiektów. Projekt powstał przy udziale fundacji Creative Commons i Kennisland oraz czołowych instytucji dostarczających metadane do obu bibliotek. ¶46

Poszczególne oświadczenia z katalogu RightsStatements publikowane są w trzech grupach: pierwsza zawiera oświadczenia dla utworów wciąż chronionych przez prawa autorskie, druga – dla tych, wobec których ta ochrona wygasła (lub nigdy nie zaistniała), a trzecia – dla utworów o statusie niejasnym bądź mieszanym (na przykład nierozpoznanym lub dla utworów osieroconych). Osoby znające już system Creative Commons i publikujące w swojej instytucji utwory lub całe kolekcje na wybranych licencjach CC, łatwo zrozumieją metodę korzystania z oświadczeń z RightsStatements. Na stronie udostępniającej wybrany obiekt należy dodać odpowiednią ikonkę i link prowadzący do podsumowania – niestety dostępnego na razie wyłącznie w języku angielskim. Dodatkowo link do podsumowania i tytuł oświadczenia należy dodać do zestawu metadanych (w Dublin Core do pola dc:rights). ¶47

Należy przy tym pamiętać o różnicy między licencjami (choćby Creative Commons) a oświadczeniami z RightsStatements. Oświadczenia nie są licencjami, nie proponują żadnego tekstu prawnego, który mógłby być podstawą umowy między instytucją publikującą zbiory a ich użytkownikami. To jedynie napisane przystępnym językiem streszczenia informacji o statusie prawno-autorskim – lub braku pewności co do tego, jaki on jest. Obok tych informacji w tekście oświadczeń umieszczono też krótkie sugestie co do tego, w jaki sposób można, a w jaki nie należy wykorzystywać opisanych nimi zbiorów. ¶48

Przykładowe oznaczenia statusu prawnoautorskiego w systemie RightsStatements

Użyteczność i czytelność oznaczeń prawno-autorskich to nie jedyne powody, dla których w systemie do publikowania zbiorów cyfrowych archiwów społecznych Mukurtu CSM zdecydowano się na zaprojektowanie oznaczeń Traditional Knowledge (TK) Labels. Zdaniem twórców tego oprogramowania, narzędzie do tworzenia archiwum cyfrowego powinno oddawać specyfikę społeczności, która za jego pomocą udostępnia swoje dziedzictwo. Ponieważ nie każda społeczność posiadająca swoje zbiory komunikuje prawa dostępu do nich i ich wykorzystania za pomocą pojęć i języka prawa autorskiego, pojawia się potrzeba możliwie pełnego odwzorowania tych zasad. Oznaczenia TK pozwalają oddać nieraz skomplikowany status poszczególnych obiektów, na przykład ich niedostępność dla osób spoza starszyzny lokalnych plemion czy dostęp możliwy jedynie w określonym okresie. ¶49

RightsStatements.org i Traditional Knowledge (TK) Labels mogą być inspiracją dla stworzenia własnego zestawu oznaczeń praw do wykorzystania udostępnianych zbiorów. Nie muszą one nawet operować pojęciami prawa autorskiego, jeśli tylko są dodatkiem do konkretnej informacji o statusie utworu, zapisanej na przykład w odpowiednich polach metadanych. ¶50